x
Tom II
Przybycie / Odpoczynek / 05.05.2026
Przybycie
30.04.2026
Powiernik: Justice
twist: tęsknota za domem
tony: więzienia z czerwonej cegły, szemrane uliczki, aksamitne zasłony

x

Już pierwszego dnia po przybyciu ruszyłam w miasto, by znaleźć sobie nowe miejsce do życia - w końcu akademik był dla mnie dostępny tylko przez tydzień. Zaczęłam od najbliższej okolicy, ale tak jak można się było spodziewać, każdy odsyłał mnie z kwitkiem, bo wszystkie pokoje były już zajęte lub zarezerwowane przez powoli przybywających do miasta studentów.

W trakcie poszukiwań udało mi się dotrzeć do jednego z głównych traktów, prowadzących w samo serce miasta. Budynki przy szerokiej ulicy, zbudowane z ciemnego drewna i bielonego kamienia, przyozdobione były na przeróżne sposoby - od kwiatów wylewających się z okiennic, po kolorowe wstążki przywiązane do framug drzwi. Przez całą ulicę, od okna do okna przeciągnięto sznury, na których dumnie powiewały niebieskie, fioletowe i żółte chorągiewki, a na każdym skrzyżowaniu lamp alchemicznych pilnowały zielone proporce z haftowanym herbem miasta. Przy trakcie kupcy rozłożyli swoje produkty i stragany, pokrzykując na przechodniów i siebie nawzajem. Morskie powietrze ciągnące znad wody mieszało się z zapachem świeżo pieczonego chleba i oszałamiającym aromatem zwiezionych z dalekich krain przypraw.

Przechadzając się powolnym krokiem w tej ferii barw, dźwięków i zapachów moje myśli mimowolnie pofrunęły w stronę domu. Trelhrad, ekscytujący i ogromny, był momentami dość przytłaczający. Zatęskniłam za ciszą uśpionych pod grubą warstwą śniegu pól uprawnych, szumem nagich drzew w lesie i trzaskiem ognia w kominku. No i oczywiście za plackiem z pieczonych warzyw, który babcia szykowała co roku z okazji Dnia Powrotu Słońca.

Poczułam uderzenie w pierś. Zatoczyłam się do tyłu i wylądowałam na bruku. W powietrzu zaszeleścił papier. Oszołomiona, patrzyłam na stojącego przede mną młodego mężczyznę. Opadające wokół niego kartki wyglądały jak ogromne płatki śniegu. Był równie zaskoczony co ja. Ściskał w ręku gliniany kubek, a napój ściekał mu po rękawie białej koszuli. Równie ciemna plama zdobiła jego tors.

Poderwałam się na równe nogi i przepraszając jak najęta, rzuciłam się łapać rozwiewane przez wiatr papiery. Mężczyzna również się ocknął i dołączył - zarówno do przeprosin, jak i do zbierania. Kiedy w końcu wszystkie dokumenty wylądowały z powrotem w bezpiecznych objęciach właściciela, szybkie zaklęcie czyszczące uratowało koszulę od zupełnego zrujnowania.

Było mi głupio jak diabli, dlatego nie zważając na protesty zaciągnęłam biedną ofiarę mojego bujania w chmurach do najbliższej karczmy, gdzie zamówiłam dla naszej dwójki po herbacie ziołowej (odmówił piwa pszenicznego ze względu na pracę, jedzeniem też pogardził) i misce gulaszu dla mojego cierpiącego katusze żołądka. Dopiero wtedy nadrobiliśmy uprzejmości: okazało się, że wpadłam na Mikuła, aspirującego prawnika. To w sumie tłumaczyło jego czerwony płaszcz z wyhaftowanym (jak się później dowiedziałam) emblematem sądu i zapinany na złotą klamrę w kształcie herbu miasta.

W trakcie rozmowy jasne stało się, że Mikuł kocha swoją pracę - na początku próbował się powstrzymywać, ale im więcej mówił o sprawie, nad którą pracował, tym bardziej jego oczy w kolorze świerkowego igliwia błyszczały. Co chwilę odrzucał do tyłu krótki blond warkocz, gdy pochylał się nad stołem, by ściszonym głosem zdradzić mi szczegóły, których chyba nie powinien mi na tym etapie znajomości mówić. Na całe szczęście dla niego, niewiele rozumiałam z prawniczego żargonu. Doskonale za to rozumiałam oddanie swojej pasji. Też, od zawsze lubiłam słuchać ludzi, których porywała w swój wartki nurt obsesja na jakimś punkcie.

Po zadaniu kilku doprecyzowujących pytań dotarłam w końcu do tego, że Mikuł dopiero od niedawna pracuje w sądzie jako prawnik, a jego pierwsze poważne zadanie polegało na rozgryzieniu sprawy przemytników, których w mieście pojawiało się coraz więcej. Kiedy nagle zamilkł w połowie zdania, przypatrując mi się intensywnie, po plecach przeszły mi dreszcze. Cisza na szczęście potrwała tylko chwilę, a mój rozmówca w końcu wypalił, czy nie chciałabym pomóc mu w misji oczyszczenia miasta, jak to określił. Ciężko powiedzieć, kto był bardziej zaskoczony tą propozycją, ja czy on.

x

Nim zdążyłam zapytać, w jaki niby sposób mogłabym się mu do czegoś przydać, wyciągnął z kieszeni lnianych spodni fiolkę z ciemnofioletowym płynem i podstawił ją na stole między nami. Pełen napięcia zapytał, czy mam może w swoim arsenale zaklęcie, które mogłoby pomóc namierzyć osobę, która przywiozła ze sobą nielegalny w Trelhradzie jad bazyliszka. Niepewnie wzięłam szkło do rąk. Przyjrzałam się zawartości pod światło świecy i rzeczywiście - w środku leniwie wirowały czerwone drobinki, których charakterystyczny wygląd nie pozostawiał złudzeń.

Spojrzałam na Mikuła i zgodnie z prawdą odparłam, że do przeprowadzenia rytuału będę potrzebowała czasu, swoich ksiąg, kilku składników i absolutnej ciszy. Spytałam, czy będzie w stanie rozstać się z fiolką na kilka dni, i czy nie będzie miał problemu z tym, że do rzucenia zaklęcia będę musiała uszczknąć trochę z zawartości. Kiedy entuzjastycznie zgodził się na oba warunki, uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego dłoń dla przypieczętowania umowy. Podałam mu swój adres "na wszelki wypadek" i umówiliśmy się, że odwiedzi mnie, gdy tylko skończę prace nad zaklęciem.

Ciekawe, czy uda mi się wywiązać z tej obietnicy, zanim będę musiała się wyprowadzić.

x
Moment (ryzykowny)
twist: zasianie ziarna

Opal grzała się w promieniach słońca na parapecie, pochrapując cicho. Ostrożnie podniosłam krzesło i wcisnęłam je na łóżko. Nie zyskałam tym wiele miejsca, ale musiało wystarczyć. Mój absurdalnie mały pokoik utrudniał życie na każdym kroku. Każde z mebli w pomieszczeniu - wąską szafę, malutkie biurko z równie mikroskopijnym krzesłem i pojedyncze łóżko - dzieliło od siebie dwa, może trzy kroki. W takich warunkach ciężko było rzucać jakiekolwiek zaklęcia, ale jak się obiecało, to trzeba było się wywiązać.

Rozłożyłam świece, narysowałam tak duży krąg, jak tylko mogłam, a na jego środku ustawiłam potrzebne mi przybory, w tym fiolkę z jadem bazyliszka - napełnioną do połowy, zakorkowaną butelkę. Mikuł nie musiał wiedzieć, że do rzucenia czaru potrzebowałam tylko kropli.

x

Rozległo się pukanie do drzwi. Wybudzona gwałtownie smoczyca syknęła, po czym błyskawicznie zsunęła się na łóżko i zniknęła w pościeli. Równie zaskoczona co moja smoczyca, pośpiesznie wepchnęłam przybory za biurko, doprowadziłam pokój do porządku, a krąg przykryłam kocem. Otrzepałam kurz z kolan i łokci i dopiero wtedy otworzyłam drzwi.

Stał za nimi zgarbiony mężczyzna, wsparty o laskę. Po płaszczu rozpoznałam w nim współpracownika Mikuła. Bełkotał niewyraźnie, chyba próbując się przedstawić. Wyciągnął w moją stronę wolną dłoń. Trzymał w niej szklaną kulę, w środku której wirował szary dym - coś pomiędzy mgłą a burzową chmurą.

Cofnęłam się. Nieznajomy trzymał w ręku Mgliste Szkło.

Gestem ręki zaprosiłam mężczyznę do środka i wskazałam na krzesło. Sama natomiast podeszłam do szafy i po chwili grzebania wyciągnęłam z niej grube, skórzane rękawice przeznaczone do zbierania trujących roślin. Co prawda nie mogły obronić mnie przed potencjalną klątwą, ale czułam się trochę pewniej mając je na rękach, gdy odbierałam od przybysza przedmiot.

Przyjrzałam mu się z bliska. Szkło było chłodne, a dym w środku wirował w nieustannym tańcu. Wydobywało się też z niego lekkie trzeszczenie, jakbym trzymała w ręku najcichszą burzę świata. Ostrożnie odłożyłam magiczny przedmiot na biurko i owinęłam go szalem, tak by nawet nie próbował się nigdzie stoczyć.

Do tej pory słyszałam tylko legendy o Mglistym Szkle. Nikt do końca nie wiedział, skąd się bierze - niektórzy twierdzili, że to dar skrzydlatego bóstwa dla najbardziej zasłużonych, inni, że to pozostałość serca istoty zrodzonej z mgły, która odeszła z tego świata. Jedno natomiast było pewne: Szkło spełniało życzenia. I robiło to zawsze na opak.

x

Mężczyzna dalej próbował coś tłumaczyć, ale nie mogłam zrozumieć ani słowa. Wyglądał i mówił tak, jakby za wszelką cenę próbował zatrzymać w ustach przerośniętą żabę. W końcu sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął niewielką kartkę. Podał mi ją. Na jednej tronie widniał mój adres. Na drugiej nakreślone pochyłym pismem słowa "Moja wina. Proszę, pomóż. Odwdzięczę się stukrotnie. Mikuł".

Mruknęłam pod nosem kilka nie do końca przyjaznych słów w kierunku tej jakże pomocnej notatki. Poprosiłam nieznajomego, aby wziął kilka głębokich wdechów. Obiecałam, że odwrócę zaklęcie pod warunkiem, że nie będzie próbował mi w żaden sposób przeszkodzić. Skinął tylko głową.

Wzięłam zawiniątko i stanęłam na środku pokoju. Uniosłam je nad głową i zaczęłam recytować. Cóż, właściwie nie była to twarda formułka, a raczej życzenie, by wcześniejsze życzenia odwróciły się, a sama mgła powróciła tam, skąd przybyła. Wyrażone wspak, bo przecież nic w życiu nie może być za proste.

Gdy tylko wypowiedziałam ostatnie słowa, rozległ się trzask. W pokoju zrobiło się zimno, a spomiędzy materiału rozbłysło mocne światło, które po kilku sekundach zgasło. Z całej siły cisnęłam Szkłem o podłogę. Choć dźwięk, który towarzyszył rozbijaniu przypominał kakofonię tysiąca tłuczonych luster, z fałd szala nie wydostały się żadne odłamki. Sam materiał rozlał się na podłodze, jak gdyby w środku nigdy nie było żadnej kuli. Mgliste Szkło rozpłynęło się w powietrzu tak samo jak dym, który uniósł się znad podłogi.

W tym momencie rozległ się również krzyk. To mój gość ochrypłym głosem rugał mnie za zniszczenie ważnego dowodu. Opanował się dopiero, gdy dotarło do niego, że dzięki mnie może znów mówić. Odchrząknął, by ukryć zakłopotanie, przeprosił i zapewne by zmienić temat, opowiedział mi, co się wydarzyło.

x

Jego historia nie odbiegała za mocno od tego, czego zdążyłam się już domyślić: ofiara Szkła na co dzień współpracowała z Mikułem, katalogując zatrzymane podczas aresztowań przemytników nielegalne przedmioty. Wśród najnowszej dostawy znalazła się szklana kula, którą mężczyzna wziął najpierw za zwykły, pospolity bibelot. Dopiero w trakcie rozmowy ze współpracownikami, gdy dla żartu zażyczył sobie giętkiego języka, wyszło na jaw, że ma do czynienia z magią. Szkło obdarzyło biednego pracownika sądu nowym, bardzo długim (najprawdopodobniej żabim) językiem, co tłumaczyło bełkotliwą mowę. Mikuł doszedł do słusznego wniosku, że potrzebna będzie pomoc czarownicy, i wysłał mężczyznę wraz z krótkim listem prosto do mnie.

Kłaniając się w pas, z niekończącymi się podziękowaniami na ustach, nieznajomy ulotnił się, wymawiając się pracą. Dopiero gdy zatrzasnęły się za nim drzwi dotarło do mnie, że nie poznałam jego imienia. Cóż, przynajmniej pamiętał, by zapłacić za usługę.

Uśmiechnęłam się do Opal, która wysunęła głowę spod pościeli, i przyklękłam by zebrać szal z podłogi. W jego fałdach znalazłam srebrzące się drobinki, które skrzętnie zsypałam do pustej butelki i porządnie zakorkowałam. Pozbyłam się też tymczasowego dywanu w postaci koca, pod którym czekał na mnie lekko rozmazany krąg z kredy.

To był bardzo pracowity dzień.

x
Twists
Twój pierwszy test
(ryzykowna)
Ciepłe powitanie
Sama w tłumie
Pościg po dachach
(ryzykowna)
Poranna rutyna
Niemiła pobudka
(ryzykowna)
Udowodnij, że się myli
(ryzykowna)
Tęsknota za domem
x
Odnowiona ambicja
Błąd nowicjusza
(ryzykowna)
Naprawdę straszne
(ryzykowna)
Zasianie ziarna
x
Po kolana
(ryzykowna)
Lot późną nocą
Ostatni raz, gdy to widziała
Wywołanie iskry
(ryzykowna)
x